Tomasz Głogowski2008-06-18, ostatnia aktualizacja 2008-06-18 19:16
W tym roku w Pyrzowicach miało pojawić się kilka nowych linii lotniczych, ale kryzys paliwowy sprawił, że możemy już tylko o tym pomarzyć. Co gorsza, jeżeli taka sytuacja się utrzyma, być może trzeba będzie opóźnić budowę nowego terminalu.
Sytuacja na naszym lotnisku, w porównaniu chociażby z krakowskimi Balicami, gdzie w maju zanotowano zaledwie jednoprocentowy wzrost liczby pasażerów, nie jest jeszcze taka zła. W ciągu pięciu miesięcy tego roku z lotniska w Pyrzowicach skorzystało o 40 proc. więcej osób niż przed rokiem. Nawet milionowy pasażer jest w tym roku spodziewany wcześniej, bo 24 czerwca, podczas gdy w 2007 roku witano go 27 lipca. W sumie w tym roku z naszego lotniska ma skorzystać 2,6 mln pasażerów.
Niestety, skutki kryzysu paliwowego, który dotknął wszystkie linie lotnicze, a najbardziej tanich przewoźników, dotarły i do nas. Zeszłej jesieni władze portu zapowiadały, że w tym roku w Pyrzowicach pojawią się dwie, a może nawet trzy linie lotnicze. Tymczasem nowych przewoźników jak nie było, tak nie ma (wyjątkiem jest Germanwings, który w kwietniu przeniósł się z Balic do Katowic). - Rozmowy trwają, ale wzrost cen paliwa sprawił, że wiele linii odkłada decyzje o rozszerzeniu siatki połączeń na później. Jako lotnisko niewiele możemy na to poradzić - przekonuje Cezary Orzech, rzecznik Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, spółki zarządzającej Pyrzowicami.
Jeżeli jeszcze trzy miesiące temu koszty paliwa stanowiły ok. 15 proc. wszystkich kosztów linii lotniczych, to teraz jest to już ok. 40 proc. Przewoźnicy oszczędzają więc jak mogą: częściej myją silniki, bo nawet niewielki pył wpływa na zużycie paliwa, obniżają prędkość lotu, czy zabierają mniej wody do toalet znajdujących się na pokładzie. No i podnoszą oczywiście ceny biletów, które są już o 30 proc. droższe.
Jeżeli kryzys paliwowy potrwa dłużej może zaważyć na planach rozwoju Pyrzowic. Przygotowywany właśnie plan, który ma być gotowy w lipcu, zakłada, że do 2012 roku nasz port wzbogaci się m. in. o nowy terminal zdolny przyjąć 5 mln pasażerów (w sumie lotnisko będzie w stanie obsłużyć 9 mln osób rocznie, czyli tyle ile teraz Okęcie) i drugi pas startowy. Tymczasem jeżeli na lotnisku nie będzie nowych linii, a tym samym nowych pasażerów, tak duży terminal nie będzie w ogóle potrzebny.
- Podchodzimy do sprawy spokojnie i na razie nie ma mowy o jakimkolwiek ograniczeniu inwestycji. Dopiero jeżeli kryzys potrwa dłużej, będziemy myśleć nad weryfikacją planów - mówi Orzech i dodaje, że nawet w takiej sytuacji nie będzie mowy o rezygnacji z budowy nowego terminalu. Co najwyżej, budowa się opóźni. - W lotnictwie najważniejsza jest strategia i perspektywiczne myślenie na wiele lat do przodu. Dzisiaj mamy kryzys paliwowy, ale jutro może przyjść wyśmienita koniunktura - przekonuje rzecznik portu.
Nie brakuje też głosów, że kryzys uporządkuje rynek lotniczy w Polsce. Mocni wykorzystają sytuację i staną się jeszcze mocniejsi, a słabi po prostu padną. Jakby na potwierdzenie tej tezy, Ryanair, największa tania linia lotnicza w Europie, ogłosiła właśnie, że od 26 października uruchamia nową trasę z Katowic do Birmingham. Samoloty mają latać pięć razy w tygodniu: w poniedziałki, wtorki, środy, czwartki i soboty. - W pierwszym roku z Katowic przewieziemy na tej trasie ponad 70 tys. pasażerów - obiecuje Tomasz Kułakowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ryanair w Europie Środkowej.
Wizz Air, który ma swoją bazę w Katowicach zapowiada natomiast, że jesienią i zimą nie zmniejszy, tak jak było to do tej pory, liczby połączeń do Dortmundu. Samoloty mają pokonywać tę trasę 14 razy w tygodniu.